Heretyk 'zine #3/2005:

Dostrzegam strasznie dyletanckie podejście do muzyki wśród nowych, ale i trochę tych starszych też, adeptów Metalu. Nie zamierzam w tym momencie rozpocząć typowego dla naszej nacji biadolenia "jak to panie kiedyś było za naszych czasów piknie, a teraz patrz pan... hańba i srom!" bo primo, nie jest to do końca prawda, a secundo, od takiego marudzenia to tylko wrzodów, czyraków i karbunkułów się można nabawić. Jednakowoż brak dzikiej żądzy chłonięcia dorobku zarówno nowych jak i starych dokonań na polu tej muzyki uważam za główną chorobę i za największe zagrożenie dla sceny. Ignorowanie historii Metalu to już jednak zjawisko, wobec którego jako z wykształcenia historyk, nie mogę przejść obojętnie. Nie znaczy to, że wprowadzamy w "Heretyku" jakąś tam zjebaną rubrykę o dinozaurach. Ot po prostu od czasu do czasu wesprzemy jakieś reminescencyjne przedsięwzięcia, takie jak uskutecznił Kampf records wydając na jednej płycie dorobek artystyczny jednej z najciekawszych polskich hord Black Metal. Wywiad z Venomem należy przeczytać nie dlatego, że Xantotol wielkim zespołem był, i że rispekt im, i chwała na wieki wieków. Tylko dlatego, że facet ma wiele ciekawego do powiedzenia, a jego postawa powinna co poniektórym dać sporo do myślenia...


Na początek pozwól, że wyrażę swoją nadzieję, że wydana przez Kampf Records reedycja Waszych materiałów nie stanowi zapowiedzi powrotu Xantotol na scenę. Nie, żebym nie lubił Waszej muzy. Wprost przeciwnie. Tylko że wydaje mi się, że szacunek do Was i legenda Xantotol oprócz walorów artystycznych wzięła się z faktu, że wiedzieliście, iż lepiej odejść za wcześnie niż za późno...

Witaj. Pragnę cię uspokoić i zapewnić, że ten materiał nie jest zapowiedzią powrotu na scenę Xantotol. Aby ukrócić ewentualne spekulacje informację na ten temat zamieściliśmy na ulotkach reklamowych. "Liber Diabolus" to taki dokument dla tych, którzy mają ochotę posiadać w swojej kolekcji nagrania Xantotol. Zgadzam się z tobą w zupełności. Trzeba wiedzieć kiedy odejść i nam udało się to zrobić w taki sposób, że nie musimy się wstydzić sami siebie.


Jak zatem doszło do współpracy z Kampf Records? Jak podoba Ci się forma edycji tego wydawnictwa - rozkładany digi-pack limitowany do, a jakże by inaczej, 666 egzemplarzy? Pytam o to nie przypadkowo, gdyż niegdyś odmówiliście podpisania kontraktu z wytwórnią, która chciała wydać Wasz materiał na CD...

Nie ukrywam że męczył mnie trochę fakt iż nagrania Xantotol były dostępne tylko na kasetach. Nie chodzi o to, że nie lubię kaset, ale o trwałość tego nośnika. Sam widzę że nawet oryginalne kasety wydane przez "Witching Hour" Records powoli tracą swoje parametry, więc strach pomyśleć co będzie za ileś tam lat. Któregoś dnia przy okazji wspominkowego wywiadu dla "7 Gates of Hell" magazine wspólnie z Marcinem wpadliśmy na pomysł dlaczego by nie wydać archiwalnych produkcji Xantotol. Dobrze się składało gdyż zbiegło się to z rozpoczęciem działalności przez Kampf Records. Marcin i Murcki zagwarantowali nam wydanie tego materiału na porządnym podziemnym, a jednocześnie profesjonalnym poziomie. Układ jest czysto niekomercyjny. Nie mamy żadnych zysków z tytułu wydania tego materiału, a ja będę usatysfakcjonowany jeśli tylko koszty wydania tej produkcji zwrócą się Kampf Records i być może chłopaki zarobią kilka złotych na kolejne produkcje. Właściwie to kilka wytwórni chciało wydać nasze CD. Przez długi czas opierałem się temu, gdyż na początku lat 90-tych wdanie CD było namacalnym krokiem na drodze do skomercjalizowania Black Metalu. Dziś to może brzmieć dziwnie, ale w np. 1992 roku wydanie CD wiązało się z całkiem innym procesem niż aktualnie. W tamtych latach bardzo leżało mi na sercu żeby Black Metal został tam gdzie jego miejsce, tzn. w głębokim podziemiu. Zresztą... wiele ówczesnych formacji uważało tak samo... do momentu gdy dostali propozycje wydania CD ze swoją twórczością. Dziś sytuacja jest kompletnie inna. Wydanie CD już nic nie znaczy, gdyż jest to tak powszechnie stosowany nośnik, że właściwie nie da się wydać nic na jakimś innymnośniku. Teraz jest to po prostu bez znaczenia, tym bardziej że w przypadku "Liber Diabolus" nie chodzi o zaistnienie na rynku, gdyż sam Xantotol nie istnieje. Prawdopodobnie dla ludzi wychowanych na Black Metalu kupowanym w Empiku mój tok rozumowania jest po prostu niezrozumiały, ale to jest tylko znak czasu. Powracając do Kampf Records, mam nadzieję że chłopaki pójdą za ciosem i w przyszłości wydadzą taki digi z muzyką np. ... Taranis?


Porozmawiajmy zatem nieco o starych czasach i działalności Xantotol, zamykającej się w latach 1991 - 1996. Zaistnieliście dzięki wydanemu w 1991 roku rehowi "Glory For Centuries". Wydaje się że byliście wtedy pod wielkim wpływem takich Hellhammer czy Samael, którego zresztą "Into the Pentagram" zinterpretowaliście. Graliście we dwoje ... ty na bębnach i Mała na wokalu i gitarze. Jak wspominasz tamte dni? Dlaczego nie skompletowaliście wtedy, ani później, pełniejszego składu?

To były wspaniałe czasy. Można było grać Black Metal tak jak się chciało i nie było w tym środowisku podziałów. Być może dlatego że było to bardzo małe, skonsolidowane i hermetyczne środowisko. Dopiero gdy do głosu doszły norweskie grupy sytuacja się popsuła. Pojawiło się na scenie pojęcie konkurencji, co pociągało za sobą masę zabiegów marketingowych, tak aby każdy mógł zostać "gwiazdą" Black Metalu. Ludzie lubią atrakcyjne opakowania i łykali te "produkty" bez względu na to czy zawierały coś w środku. Nigdy nie ukrywałem, że np. Hellhammer czy Samael był naszą inspiracją. Nie da się od tego uciec, tym bardziej że nam na tym nie zależało. Kiedy w 1991 roku zakładaliśmy Xantotol, mieliśmy po... 17 lat więc i tak z uwagi na nasz młody wiek wykazaliśmy się sporą inwencją twórczą. Kilkakrotnie próbowaliśmy uzupełnić skład o stałego muzyka. Trudno jest jednak dobrać kogoś kto byłby z nami na tyle spójny, żeby unikać potencjalnych konfliktów. W Xantotol muzykę osobiście traktowałem jako tło dla tzw. "przekazu", a dobranie człowieka, który identyfikowałby się z właśnie takim przekazem było po prostu niemożliwe.


Co pchnęło Was w kierunku takiego grania? Ja tam wtedy jako nastoletni mlekosys dopiero zaczynałem, ale pamiętam że wszyscy pałowali się wtedy Death Metalem, a w podziemiu rządziły Vader, Armageddon, Betrayer czy Magnus...

Tak jak wspomniałem dla mnie muzyka była tylko tłem. To był nośnik dla pewnych treści które były i są dla mnie zasadnicze. Death Metal to muzyka bardzo dobra, jednak jest wyzbyta elementu ideologii. To taka sztuka dla sztuki, a Black Metal wręcz przeciwnie. Mówię tu o pierwotnej idei Black Metalu, a nie mutacji której ta muzyka w pewnym okresie uległa. Odpowiadała mi sytuacja gdy Black Metal był ukryty gdzieś za plecami Death czy też Thrash Metalu.


Polskie podziemie Black Metal było wtedy dość mało liczne. Każdy zespół jednak grał na swój niepowtarzalny sposób. Do tej pory jak się słucha takich Taranis - "Faust", Pandemonium - "Devilri", Christ Agony - "Unholyunion", czy Waszego "Cult Of The Black Pentagram" to aż nie do wiary jak oryginalny był ongiś polski Black Metal! Czemu nigdy nie staliśmy się takimi potęgami gatunku jak Norwegia, Szwecja czy chociażby Grecja?

Tak, w tamtych latach było nas mało, ale zdecydowanie ilość przechodziła w jakość. Ludzie w Polsce nie wytrzymali presji i ulegli wpływom zagranicznych trendów. Bo tak było łatwiej, szybciej, bardziej atrakcyjnie. Zatarła się tożsamość naszej sceny i staliśmy się którymś tam klonem norweskiej "szkoły". Dlaczego? O wiele łatwiej było zrobić "karierę" gdy miało się pomalowaną twarz i deklarowało się miłość do Burzum, niż wtedy kiedy starałeś się brnąć w bardzo zawiłe i wymagające zastanowienia kwestie filozoficzne. Wymienione przez Ciebie zespoły razem z np. Mastomah, bez względu na to czy to się komuś podoba czy nie, zasługują na wieczny szacunek. Śmieszy mnie to gdy jacyś wielcy znawcy z perspektywy 2005 roku starają się ocenić dokonania zespołów z tamtego okresu. Głównie dlatego że gdy w Polsce robiło się konkretny Black Metal, oni na gówno mówili papu, a na muchy tapty. Nie odbieram prawa oceny twórczości tamtych czasów ludziom młodym, ale w takim przypadku należy przy ocenie brać pod uwagę trochę więcej elementów, niż same dźwięki wydobywające się z odtwarzacza CD.


Jakoś wkrótce po 1993 roku zaczęły jak grzyby po deszczu powstawać klony norweskich hord z Graveland i Behemoth na czele. Wydaje mi się że od tamtego czasu poziom oryginalności wśród zespołów Black Metal zaczął gwałtownie obniżać się. Nie tylko muzycznie, ale i ideologicznie. Jak zapatrywaliście się na te wszystkie zespoły prezentujące na zdjęciach średniowieczną broń i drące japy o słowiańskiej czy nordyckiej mitologii, pięknie przyrody ojczystej etc.?

Zgadza się. Rok 1994 był rokiem przełomowym... niestety w negatywnym tego słowa rozumieniu. Rozpętał się ten cały pogańsko-przyrodniczo-nazistowski cyrk i już nikt nad tym nie panował. Ja w pewnym momencie przestałem zwracać na to uwagę i nie traktowałem tych zespołów jako Black Metal. No bo jak można mówić o Black Metalu w przypadku grup powołujących się na tradycje pogańskie??? Przecież to jest nielogiczne i bez sensu. Istotą Black Metalu jest jego Satanistyczna tożsamość, która to jako NIE religia wyklucza jakiekolwiek powiązania z Pogaństwem, który jest co by nie mówić, jakąś formą religii.


Wy z kolei prezentowaliście coraz wyraźniejsze zainteresowanie w "Order of the Left Hand Path". Jako chyba jedni z pierwszych wykorzystywaliście w swojej twórczości teksty i myśli Friedricha Nietzschego, który obecnie jest chyba tym filozofem, od którego metalowcy startują zgłębiając tą tematykę. Jednak chyba raczej niezrozumienie warstwy ideologicznej "Thus Spake Zaratustra" wśród fanów przeważało?

OLHP było dla nas źródłem informacji, które nas interesowały. W tamtych czasach OLHP było drugą pod względem wielkości organizacją Satanistyczną na świecie. OLHP było z nami w ścisłym kontakcie. Nie da się przecenić tego jaki wkład w rozwój intelektualny Xantotol wniósł OLHP. Właściwie my jako pierwsi wykorzystaliśmy twórczość F. Nietzschego w Black Metalu i jak widać zarzewie tego sposobu pojmowania jego filozofii tli się w twórczości kilku black metalowych grup do dzisiaj. Ludzie niezorientowani nie byli w stanie pojąć jak to możliwe, że taki facet jak F. Nietzsche, który nawet nie słuchał Black Metalu (śmiech) ... może być określany jako klasyk Filozofii Satanistycznej. Brak umiejętności trzeźwego rozumowania nie pozwalał się wyrwać większości "Black Metalowców" z okowów mitów i wizji Satanisty jako pijanego gówniarza demolującego cmentarze. Jest to efekt tego iż takie pseudo satanistyczne postawy były propagowane przez "gwiazdy" Black Metalu, co w sposób naturalny przenosiło się na zbiorową świadomość całego środowiska. Dlatego zawsze podkreślałem, że Xantotol nie był zespołem, którego twórczość kierowana była dla wszystkich... do mas, na ilość. Grono ludzi, którzy wiedzieli o co chodzi było niewielkie, ale my nigdy nie stawialiśmy na masowość.


Nie malowaliście nigdy twarzy, tak jak to na potęgę zaczęły robić zespoły Black Metal w tamtym czasie. Z czego to wynikało? Rytualny corpse-paint wszak to dla Blacker's nieodłączny atrybut...

No tak. W pewnym momencie można było nic nie robić tylko pomalować sobie twarz i zadeklarować wielką wojnę z chrześcijaństwem i już było się true unholy itd. itp. Aha, jakaś "ekstremalna" sesja zdjęciowa była też mile widziana (śmiech). Problem był tylko wtedy gdy matki tych okrutnych wojowników zorientowały się, że ktoś podbiera im szminki (śmiech). Cóż, jeśli nie ma się nic do powiedzenia, trzeba to jakoś zatuszować. Dlatego ludzie malowali te twarze i udawali groźniejszych niż byli w rzeczywistości. To był chyba najbardziej czytelny dowód na przerost formy nad treścią w "Black Metalu". Jeśli w Norwegii była by moda na smarowanie twarzy odchodami to niechybnie i u nas gówno stało by się towarem deficytowym. OK., ktoś chciał sobie pomalować twarz... niech maluje. Ale niech to robi z jakimś smakiem, sensem itd. Tak jak robił to np. Mortuary Drape. W ich przypadku był to jeden z elementów dopełniających wizerunek grupy. Natomiast image w post norweskiej frakcji był nie elementem, a zasadniczą podstawą funkcjonowania takiej kapeli.


W ogóle niemal w każdym aspekcie Xantotol był zespołem wyjątkowym. Sam fakt posiadania dziewczyny w składzie już jakoś tam Was wyróżniał. Oprócz tego w składzie obecny był także niejaki Siwy. Koleś chyba zupełnie z innej bajki. Prawdę mówiąc wyglądał bardziej na jakiegoś punka, niż na członka kultowej podziemnej kapeli. Jak to się stało że osoba tak mocno świadoma tego czym jest Black Metal i jak mocno elitarny jest (był) to gatunek zaprosiła do współpracy kogoś spoza tego kręgu...

Dziękuję za to co powiedziałeś. Dobrze jak jest się wyjątkowym bez względu na to czy w dobrym czy złym tego słowa znaczeniu. Najgorsza jest nijakość.
Siwy to odrębna historia. Siwy był naszym przyjacielem na wiele lat przed powstaniem Xantotol. To wspaniały gość i dlatego zamiast brać jakiegoś porąbańca, który myślałby tylko o demolowaniu cmentarzy woleliśmy "zatrudnić" przyjaciela, z którym się rozumieliśmy i szanowaliśmy wzajemnie. Nie chciałem aby tylko z uwagi na fakt, że gra w Xantotol udawał Black Metalowca. To byłoby sztuczne i byłoby to oszustwo. Po prostu oszustwo. Zostawiliśmy więc Siwego takiego jakim był i pozwalaliśmy mu pozować do zdjęć w jego spodniach w paski (śmiech). Z perspektywy czasu oceniam to także jako oznaka pewnego charakteru grupy. Dookoła miliony dzielnych pomalowanych wojowników, a tu nasz Siwy (śmiech). Ale masz rację. Siwy wywodzi się z takiego punkowo-awangardowego nurtu. Wiele lat grałem u Siwego w jego porąbanej kapeli pt. Bicz, z którą nagraliśmy kilka materiałów. Nawet jest coś na video z koncertu. Nie zamieniłbym Siwego na żadnego pseudo Black Metalowego mutanta.


Szczytowym osiągnięciem Xantotol jest niewątpliwie wydany w 1995 roku przez Witching Hour Prod. demos "Thus Spake Zaratustra". Jest to kwintesencja Waszego stylu. Choć ta muzyka jest bardzo prosta, to posiada niepowtarzalny klimat. Jak myślisz, co poza tekstami i innymi kwestiami, o których mówiliśmy wcześniej, decydowało o wyjątkowości Waszej muzyki?

Nigdy nie uważałem się za muzyka i to miało odbicie w formie muzycznej, jaką preferował Xantotol. Grałem na tych bębnach, bo ktoś musiał. Black Metal może być prosty ponieważ powstał jako prosta muzyka. Oczywiście gdybyśmy mogli uzupełnić skład o dodatkowych muzyków brzmiałoby to bardziej skomplikowanie, ale nie mieliśmy takiego zaplecza, więc robiliśmy co mogliśmy zrobić. Wszystkie nasze produkcje nagrywane były na żywo. Bez miksowania. Nie mieliśmy zresztą możliwości miksowania. Dlatego Xantotol na kasetch brzmiał tak jak brzmiał w rzeczywistości. Bez retuszu. Zwróć uwagę na to jak mało grup Black Metal brzmi live tak dobrze jak na płytach. Ciężko jest mi powiedzieć co decyduje o wyjątkowości Xantotol., to trudne pytanie. Dla mnie Xantotol był i jest wyjątkowy, gdyż pozwolił mi skrystalizować pewne przemyślenia, nadać im jakąś formę i podzielić się nimi z ludźmi, którzy byli tym zainteresowani.


Niedługo potem Xantotol przestał istnieć. Przeszedł do historii w tym samym czasie co pewna epoka w tej muzyce. Mieliście ponoć skomponowany już materiał na nowe demo (płytę) pt. "Czort". Co możesz powiedzieć o tej muzyce. Dlaczego nigdy nie został opublikowany?

Zgadza się. Całe lato pracowaliśmy nad materiałem na płytę "Czort", którą miał wydać "Witching Hour" Records. Miała to być w pełni profesjonalna produkcja, nagrana w profesjonalnym studio. Nie ma co dywagować nad tym czego nie udało się zrobić, ale nawet dziś wspominam ten materiał jako... genialny. Ilość pracy, którą włożyliśmy w "Czorta" była ogromna. Nie wiem do dziś dlaczego nie doszło do nagrania. Po prostu "Witching Hour" Records, która miała pokryć koszty nagrania odkładała nagranie, odkładała, odkładała a potem straciliśmy kontakt. Temat rozmył się w bardzo dziwny sposób. Osobiście byłem zaskoczony takim obrotem spraw, bo to sam "Witching Hour" Rec. zaproponował nam wydanie tej płyty. Sytuacja na scenie była tak gówniana, że nie miałem ochoty szukać od nowa innego wydawcy, załatwiać tych wszystkich spraw związanych z wydaniem. Daliśmy sobie spokój. Tak czy siak "Czort" byłby prawdopodobnie i tak ostatnim produktem Xantotol.


Czy dziś wciąż interesujesz się tym co się dzieje na scenie? Wciąż jesteś Metalowcem? Słuchasz płyt, kupujesz ziny? Chodzisz na koncerty? Masz swoich faworytów?

Nie jestem aktywny w tym zakresie, chociaż wiem co się dzieje na scenie. Mam młodszego brata, a on ma kolegów którzy siedzą ostro w klimatach. Kupuję od czasu do czasu jakieś płyty. Moja percepcja nastawiona jest na wychwytywanie co ciekawszych kwestii, ale powiem szczerze, że nie pamiętam żadnej kapeli, która przykułaby moją uwagę. Być może sięgam zbyt płytko i gdzieś w odmętach kryją się dobre i szanujące się Black Metalowe kapele, ale ja ich nie widzę. Prawdopodobnie nie byłbym w stanie odnaleźć się dziś na scenie.


Jak dziś patrzysz na Black Metal? Widzisz dziś jakieś krzepiące dla tej sceny zjawiska/zespoły? Spodziewałeś się te dziesięć lat temu dokąd to wszystko doprowadzi?

Moje spojrzenie na Black Metal jako taki nie zmieniło się od 1990 roku. Niestety mało kto podziela taki punkt widzenia, dlatego też Black Metal po prostu zdechł skopany przez samych "Black Metalowców". Mam nadzieję, że ktoś kiedyś się ocknie i zacznie robić taką robotę, jaką my kiedyś robiliśmy razem z np. Mastomah czy Taranis. Praca u podstaw. Powrót do pierwotnych wartości Black Metalu to jest to co może przwyrócić go do życia. Czy ktoś to robi? Nie wiem.


Czy dziś wciąż zgłębiasz wiedzę tajemną? Domyślam się, że nawet jeśli nie, to okres działalności w takim zespole jakim był Xantotol bardzo zaważył na Twoim życiu... ukształtował? Co dał Ci Black Metal?

W sferze ideologicznej nic się nie zmieniło. Oczywiście na parę spraw patrzę inaczej. Być może mój obraz jest pełniejszy co jest efektem doświadczenia wynikającego z upływu czasu. Mój światopogląd ukształtował się za czasów Xantotol i teraz on po prostu jest. Nie muszę go w jakiś specjalny sposób rozwijać lub umacniać, choć robię to nieprzerwanie. Jest on na tyle pełny, że pozwala mi na nim oprzeć moje życie, co według mnie dobrze mi wychodzi. Wpływ Xantotol na moje życie miał ogromny. Co prawda Xantotol był tylko sposobem manifestowania swoich poglądów, a nie przyczynkiem do powstania jakiejś idei, ale całkiem inaczej odbywa się to gdy idea funkcjonuje tylko dla siebie samego, a co innego gdy możesz ją zaprezentować i przekazać.


Utrzymujesz kontakt z pozostałymi członkami zespołu? Jak zapatrujesz się na dokonania Małej w dark rockowym girlsbandzie Kayzen?

Beata Cię zabije za ten "girlsband" (śmiech).
Jestem w kontakcie z resztą Xantotol. Nie jest to jakiś ścisły kontakt, ale z uwagi na "Liber Diabolus" pewne wspólne uzgodnienia musiały być poczynione. Kayzen. Podziwiam Beatę za to że robi to co robi. Kayzen to coś diametralnie innego niż Xantotol i trudno jest z takim bagażem jakim jest historia Xantotol robić coś co nie ma z Black Metalem nic wspólnego. To jest odwaga i trzeba to docenić. Wiem też, że ludzie mają jakieś wątpliwości co do żeńskiego składu Kayzen. To bzdura. W Xantotol przecież była kobieta i robiła robotę, która jest poza zasięgiem 95% "Black Metalowców" płci męskiej. Jakiekolwiek dywagacje na temat płci muzyków w jakimkolwiek bandzie to temat zastępczy, dobry dla niedowartościowanych porąbańców. Tym bardziej że Ci "oponenci" nigdy nie zrobią dla muzyki metalowej w Polsce tyle, co w swoim życiu zrobiła Beata. Muzyka, sztuka, twórczość... nie ma płci. Mam nadzieję, że Kayzen wyda w końcu długo zapowiadaną płytę na pohybel tym, którzy uzurpują sobie prawo do określania kto, co i jak może grać, żeby było dobrze.


"Liber Diebolus: 1991-1996" zadedykowaliście "to all faustian independent souls". Co chciałbyś powiedzieć/przekazać ludziom, którzy kupią, lub posłuchają tej płyty... przeczytają ten wywiad?

Wierzę w to, że funkcjonują gdzieś jeszcze ludzie którzy rozumieją znaczenie określenie Black Metal. Którzy wiedzą o co w tym chodzi. Tym właśnie pojedynczym jednostkom dedykuję ze swej strony "Liber Diebolus".


Wielkie dzięki za czas poświęcony naszemu zinowi. Long Live Xantotol!!!

Również dziękuję bardzo za pamięć i interesujące pytania. Mam nadzieję, że wydasz wiele numerów swojego pisma. Mam również nadzieję, że ktoś kiedyś, za 10 lat tak samo doceni Twój wysiłek, jak Ty doceniłeś wysiłek Xantotol. Pozdrawiam.

 

Krzysiek Łapicki